|
Nie s膮 fantasy, od razu m贸wi臋. Wi臋kszo艣膰 jest na dziwny temat, czego efektem jest i偶 zosta艂y stworzone na potrzeby pojedynk贸w literackich. Mog臋 si臋 jedynie skromnie pochwali膰 i偶 偶adnego pojedynku nie przegra艂am^^' Chocia偶 co艣 xD Dam tylko cztery najnowsze, kt贸re s膮 najbardziej w moim tera藕niejszym stylu, niestety zakurzonym od dawien dawna...
UCHO Gryz臋 w ucho rzeczywisto艣膰, kt贸ra mnie otacza niczym kokon duszliwej woni perfum przemieszanych z potem. Mrucz臋 w nie obrzydlistwa pods艂yszane w telewizji i przydro偶nym rowie wykrzykiwane dzielnie przez sepleni膮cego z przepicia ch艂opa. Krzykn膮膰 w nie - nie krzykn臋. Ale zajrz臋 g艂臋boko i sprawnym paznokciem zdrapi臋 woskowin臋 z艂udze艅 i ob艂udy. A potem w nie wrzasn臋. I kiedy b臋dzie ju偶 ca艂kiem g艂uche w ko艅cu powiem mojej rzeczywisto艣ci to, co o niej s膮dz膮 wszyscy, ale nikt nie ma do艣膰 odwagi. Ty stara torbo, pe艂na woskowiny, przebita ludzkim z臋bem i pomarszczona. Daj mi tylko troch臋 wolno艣ci, a odgryz臋 ci臋 do samej czaszki i wypluj臋 na biurko bogom, kt贸rzy ci臋 stworzyli tak膮 nieporadn膮. I g艂uch膮.
PO呕ARCI KR脫LOWIE 艁ap or艂a srebrnego; tego, kt贸ry tak wysoko wzlatuje ponad twoje rami臋 wyci膮gni臋te. Nie da si臋 skubn膮膰 tak 艂atwo, oj nie. To mo偶e spr贸buj tego z艂otego? Albo schyl si臋 po kt贸rego艣 z kr贸l贸w. Oni uciekaj膮 wolniej, chciwo艣膰 ludzi nosi ich tu i tam; zmi臋ci w艂adcy. Boles艂aw Chrobry? Nie. Za niski. A mo偶e W艂adys艂aw Jagie艂艂o? Wci膮偶 za ma艂o? No to zostaje ci Zygmunt. Stary, ale jary, jak to m贸wi膮. Ci膮gle potrafi podnieci膰 kilka panienek stoj膮cych na szosie w za kr贸tkich sp贸dniczkach.
艁ap go, przemyka obok ciebie! Wyci膮gnij rami臋, rozruszaj troch臋 nogi! I ju偶 go masz; widzisz jakie 艂atwe? Teraz kolejnego, zbieraj pe艂ne gar艣ci! 艁ap i cap, za pazuch臋! 艁ap i cap, za pazuch臋... Ju偶 si臋 nie mie艣ci? Nic nie szkodzi, masz jeszcze naturaln膮 kiesze艅, swoj膮 w艂asn膮. Tak, o 偶o艂膮dku my艣l臋. A ud艂aw si臋 nimi, stary capie. Tylko jedno ci w g艂owie. I 偶eby to by艂 jeszcze seks!
Pieni膮dze ju偶 przej臋艂y nad tob膮 w艂adz臋. Upadek cz艂owieka rozumnego, rozumu pozbawionego. Brawo, osi膮gn膮艂e艣 swoje. Kolejny awans, jeste艣 bogaty. A Jagie艂艂o d艂awi ci臋 w gardle, troch臋 zbyt suchy, jakby by艂 z papieru.
PO PRAWDZIE Artysta Zwyk艂y cz艂owiek z ci臋偶arem talentu na plecach. Przygniatany czasem do posadzki ciut za okrutnie w艂asn膮 niepohamowan膮 wen膮.
Artysta Pij膮cy tanie wino, przyklejaj膮cy etykietk臋 do 艣ciany obok p艂贸tna. Maluj膮cy szybko, gwa艂townie, targany nami臋tno艣ciami i niezrozumia艂ym sza艂em.
Artysta Wariat i geniusz jednocze艣nie. Zrozumia艂y tylko sam dla siebie. Wy艣miewany, cho膰 nies艂usznie. Podziwiany, ale tylko z daleka. Tajemniczy, zastanawiaj膮cy. Samotny i nieszcz臋艣liwy.
Artysta B臋d膮cy niczym feniks ognisty, pe艂en pasji. Spalaj膮cy si臋 w p艂omieniu weny, ko艅cz膮cy jako kupka popio艂u. Nowo narodzony pisklak w przera偶aj膮co prostym 艣wiecie.
CYKUTA Zwi膮zek ze sztuk膮 to toksyczna mi艂o艣膰 Wena zwija si臋 pod sk贸r膮 w spazmach nami臋tno艣ci niczym w膮偶 o 艂uskach z czystej bieli kartki D艂onie dr偶膮 w amoku kiedy dotykasz nimi p臋dzla, o艂贸wka, pud艂a z farbami
I kochasz to wszystko Falowanie kartki pod d艂oni膮 Skrzypienie o艂贸wka pracuj膮cego bez chwili wytchnienia byleby tylko twoje marzenia spe艂ni膰 I jak najdok艂adniej odda膰 to co twoja wyobra藕nia sobie umy艣li艂a na sp贸艂k臋 z szalon膮 zieleni膮 natchnienia
Gdyby tylko nie kochanie tak nie bola艂o mo偶na by jako艣 zaradzi膰, zerwa膰, odej艣膰 Lecz c贸偶 poradzi膰, 偶e to ca艂y ty podwaliny twojego 艣wiata fundamenty twojej egzystencji? 呕e tak naprawd臋 i ostatecznie 偶yjesz tylko dla tych chwil kiedy mo偶esz chwyci膰 o艂贸wek I zwija膰 si臋 w spazmach razem z wen膮, bosko natchniony?
Zwi膮zek ze sztuk膮 to toksyczna mi艂o艣膰 Lecz trudniej 偶yje si臋 bez niej Zakopanym w stosie czystych kartek Z p臋dzlem w skostnia艂ej d艂oni Bez ruchu, bez natchnienia, bez oddechu
_________________ "Szcz臋艣liwa? Krowy s膮 szcz臋艣liwe, Normo, i popatrz, co je spotyka..." Un'ma~Scarlett Twist
|